Obory

05 jun
2010

W Oborach byłem kilka razy. Nie wiecie co to Obory? Pałac z pięknym parkiem pod Warszawą, piętnaście minut bryczką od Wilanowa. W Oborach był dom pracy twórczej związku literatów. W oborach były piękne wnętrza. Mój pracodawca zorganizował w Oborach kilka razy szkolenia fotograficzne. Było cudne lato. Słońce w zenicie mrużyło oczy wszystkim uczestnikom dyskusji zebranym na ganku pałacu. No, może nie wszystkim. Był tam pan profesor filologii polskiej w kapeluszu Indiany Jonesa. Jemu słoneczko nie wtykało bolesnych promieni do oczu. On pewny siebie siedział w pozycji kwiatu lotosu i opowiadał. - Jedzenie drodzy państwo to przyswajanie energii wszechświata. Dziewięćdziesiąt procent tej energii przyswaja się przez język i policzki. Dlatego ważne jest przeżuwanie. Trzeba żuć intensywnie (prezentuje parodię Demostenesa). O tak! - po chwili z obrzydzeniem łapie się za brzuch - W żołądku i jelitach to już tylko fermentacja.

Czytaj dalej

Braki w dokumentacji

10 apr
2010

Jaaaaaaa! Hep! Andrzej rzucił się w dziwacznym skurczu. Przewrócił się na krześle do tyłu. Rymnął na podłogę. Helena zerwała się od stołu przerażona. Próbując pomóc mężowi wylała kawę, która szybko dołączyła do reszty sobotniego śniadania na podłodze.

Andrzej jęknął, podźwignął się jakby nie zważając na prawo ciążenia, wyprostował się i przeciągnął tak, że prawie było słychać jak trzeszczą ścięgna. Stawy zaterkotały jak blokada w kabestanie. Andrzej spojrzał zdziwiony, rozejrzał się jakby pierwszy raz widział swoje mieszkanie i tak jak stał, tak wyszedł, bez słowa, w skarpetkach, krokiem spieszącego się gdzieś Romana Giertycha.

Czytaj dalej